Szewcy - AKT II - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
SCURVY śpiewa za sceną
Znudziły mi się wszystkie famdiumondy
I zwykłych dziwek mi się wprost potwornie chce.
Chciałbym mieć nowe całkiem dziś oglądy,
A potem zrobić coś takiego bardzo "fe"!
Księżna nasłuchuje bardzo uważnie.

II CZELADNIK do I [Czeladnika]
Nie będziesz do społeczeństwa jak do matki mówił i się do niego modlił, bo cię nie zrozumi i jeszcze ci w pyzdry kopniaka za te umizgi dziecięce da - hej!

SAJETAN
O, nie mówcie tego "hej" - nie używajcie go, na Boga! Nie przypominajcie mi tych czasów na zawsze minionych! - "o, ma mignonne" - bo mi się wątpia drą z żałości tak plugawej i nijak nieestetycznej, że wstyd mi okropnie i wstręt taki do siebie mam, jakbym był żywym karaluchem we własnej gębie. Hej, hej!
Na katedrę wbiega Scurvy i dziwnie się zapina jakoś (marynarkę i tego) i zabiera ręce. Księżna obserwuje go bardzo badawczo - ostentacyjnie nieomal.

SCURVY
Zimno, psiakrew, siarczyste we wszystkich ubikacjach tutejszych - mrozik bierze. Będą mi dziś smakować po tym wszystkim smażone meksykańskie mątewki. (Tango z oddali.) A przedtem pójdę na ślizgawkę przy muzyczce, (wącha w przestrzeń) Potworny smród - to dusze ich gniją w bezczynności ohydnej, rozkładającej ich w zdechłą marmoladę.

KSIĘŻNA zabierając się do pracy
To jest sadyzm - to moja sfera i tereny.

SCURVY histerycznie
A, już nudzi mnie to, do wszystkich diabłów! Jak będziecie tacy, każę was wszystkich powywieszać bez sądu! Od czego mam władzę? A? To by był wyczyn sportowy pierwszej klasy. O władzo - jakżeż otchłanne - tak, otchłanne i wonne są twoje pokusy.

KSIĘŻNA przestaje szyć buty
Wiesz, Scurvy, Scurviątko ,biedne i niedojdowate: zaczynasz mi się teraz dopiero podobać. Ja muszę przejść przez wszystko w życiu, poznać najgorsze, zapluskwione nory duszy i krystaliczne szczyty niedosiężne w księżycowe noce bez dna...

SCURVY Co za styl sobaczy - taż to skandal...

KSIĘŻNA nie pesząc się bynajmniej
Jako prawdziwej arystokratki niczym mnie speszyć nie można - to nasza wspaniała właściwość. Otóż, muszę przez ciebie przejść, bo życie moje inaczej będzie niezupełne. A potem, gdy ty, wsadzony przez nich, (wskazuje na szewców butem, który trzyma w lewej ręce) będziesz w loszku gnić konając z żądzy za mną - tak, za mną: żądza za kimś, właśnie o to chodzi - za dużym piwem i tartinkami u Langrodiego, ja oddam się Sajetanowi na szczytach jego władzy, a potem tym cudnym chłopakom śmierdzącym - tym, tym szewskim zagwazdrańcom nie z tego świata - hej, o hej! I wtedy będę wreszcie, ach, szczęśliwa, gdy ty byś oddał życie za rąbek sukni mej i za pół litra żywieckiego piwa.

SCURVY zmartwiały z żądzy
Zmartwiałem wprost z piekielnej żądzy połączonej z ohydnym niesmakiem. Jestem faktycznie jak pełna szklanka: boję się ruszyć, aby się nie wylała. Oczy mi na łeb wyłażą. Wszystko mi puchnie jak sałata, a mózg mój jest jak wata umoczoną w ropie zaświatowych ran. O, pokuso niedosiężna w swej dzikości bez dna! Pierwsze bezprawie w imię prawomocnej władzy, (nagle ryczy) Wychodź z więzienia, małpo metafizyczna! Co będzie, to będzie: użyję raz, choćbym z żalu potem skonać miał jak zbrodniarze hodowani przez księcia des Esseintes u Huysmansa!

KSIĘŻNA
My mówimy jak zwykli ludzie, nie oślepieni ideami ideowcy. Zwykły człowiek nie zniży dobrowolnie standardu życia, chyba że mu się da porządnie w pysk. I ty też, Scurviątko moje biedne. Ja nie mówię nawet o ideowej stronie rzeczy, tylko o tym mięsnym, bebechowym, rozbestwionym, rozłaskotanym podłożu, na którym wasza osobowość pnie się jak jadowita kobra w dżungli.

SCURVY
U was, kobiet, to jest inaczej...

KSIĘŻNA
Istnienie jest potworne, zrozum to. Tylko fikcje małego wycinka społecznego bytu naszego gatunku stworzyły fikcję sensu całości bytu. Wszystko polega na wyżeraniu się gatunków. Równowaga walczących mikrobów umożliwia nam istnienie - gdyby nie ta walka, jeden gatunek pokryłby w kilka dni sobą - o ile miałby co żreć - skorupę ziemską warstwą na sześćdziesiąt kilometrów grubą.

SCURVY
Ach, jaka ona mądra jednak jest! To podnieca mnie do szału. Chodź do mnie taka, jak jesteś: nie umyta, przepojona więziennym nastrojem i zapachem.
Księżna wstaje, rzuca but z hałasem i stoi dziwnie jakoś zamyślona.

KSIĘŻNA
Tak jakoś się dziwnie zamyśliłam - po kobiecemu - ja nie myślę mózgiem - o nie, bynajmniej. To myśli we mnie mój potwór. Może jednak nie oddam ci się wcale, Robercie - tak będzie lepiej: potworniej, a dla mnie przyjemniej nawet.

SCURVY
O, nie! - Teraz nie możesz już! (zrzuca purpurową togę) Teraz wściekłbym się.
Biegnie do kraty i gorączkowo otwiera drzwi z klucza.

SAJETAN
I to takimi rzeczami, i takimi problemami zajmuje się ta banda - eine ganz konzeptionslose Bande - gdy bez pracy my konamy jak ścierwa. Techniczni wykonawcy nie istniejących myślątek - ot co! Nawet kobiet mi się nie chce z tej czystej żądzy sfabrykowania czegokolwiek bądź

CZELADNICY chórem

l nam też! I nam!

I CZELADNIK
Problem maszyny zostawiliśmy chwilowo na boku: maszyna jest zbyt zbanalizowana - wiadomo wszystko - dorżnęli ją zaś futuryści - brrrrr... zimno się robi na sam dźwięk słowa "obrabiarka"

II CZELADNIK
Maszyna to tylko przedłużenie rąk - zrobiła się, wicie, taka akromegalia - trzeba ciąć. Część maszyn będzie zresztą zniszczona w naszej koncepcji cofnięcia kultury. Wynalazcy będą karani śmiercią w torturach.

SAJETAN olśniony nagle nową ideą
Jestem wprost olśniony nową ideą od środka! Hej, chłopcy: rozwalmy te nędzne, dziecinne balaski i pracujmy wraz natychmiast jak diabły. Bierwa się! Dumping ręczno-butowy! Tera jabo nigdy! Hej! Hej!

I CZELADNIK
Ale co będzie dalej?

SAJETAN
Choćby na pięć minut użyjemy za dziesięciu, nim nas skują i zmasakrują. Życie jest jedno - nie myśleć nic. Gwałt pracowników nad pracą - o, hej!!

CZELADNICY
A walmy! Abo - abo! Sturba wasza suka! Niech ta! Co nam tam! He, he!
I tym podobne wykrzykniki. Rzucają się wszyscy trzej, "w mig" rozwalają balaski i ciskają się jak głodne bestie na zydle, narządka szewskie, zwoje skór i buty. Zaczynają gorączkowo, zaciekle pracować. Tymczasem Scurvy narzuca swą czerwoną togę na więzienny strój Księżnej - w którym ona wyjątkowo ponętnie wygląda - i stoją zgrupowani na katedrze. On trzyma ją w objęciach. Mizdrzą się.

SCURVY z czułością
Ty mój mały prokuratorze: zacałuję cię dziś na śmierć.

KSIĘŻNA na tle sapania szewców
Ohydny musisz być w erotyzmie, sądząc po tym dowcipku. Przynajmniej milcz - lubię, gdy to się odbywa jako milcząca, ponura ceremonia upodlenia samca w absolutnej ciszy - wtedy wsłuchuję się w wieczność.

SAJETAN sapiąc
Tu - dawaj dratwę - bij - tu ją tak...

I CZELADNIK sapiąc
Macie - tu prędzej - hej, kołek - daj skórkę...

II CZELADNIK sapiąc
Przyklapnąć toto - o tak - zaklep - szyj - prać - gwazdrać - gwajdlić...
Coś zaczyna być wariackiego w ich pracy...

SCURVY z naciskiem
Patrz, kochanie, za gorączkowo pracują. W tym jest coś strasznego. Mówię to z prawdziwym naciskiem, po prostu podkreślam to. To nowa epoka jakaś się zaczyna czy co, u diabła starego?!

KSIĘŻNA
Cicho - patrzmy - to straszne! Ja tylko co byłam w tym świecie. Tyś mnie uwolnił, kochany!

SAJETAN odwracając ku nim głowę, z ironią
Za gorączkowo pracują! Abezjańska róża! Tyś nigdy tego nie rozumiał. Praca! (w natchnieniu dzikim wali młotem; tamci wyrywają sobie wszystko; leci im to z rąk; jęczą głucho w zapale) O, praco, praco! - Za ciebie, ale tobie nie zapłacą! Precz z tym! To te głupie prorocze wierszydła! Ja jestem realista. Dawaj - masz go - gwóźdź. O, gwoździu, dziwny gościu podbutowy - któż twoją dziwność oceni? Dziwność pracy! Czyż jest wyższa marka dziwności? - Wziąwszy pod uwagę ohydną pospolitość tej ostatniej - to jest pracy. Kuj! Wal! Ręce się palą - flaków nie starczy - rżnij, smaruj i pal - potem się chwal, póki nie wbiją na pal. Ciągle te sobacze wieszcze rymy - psiakrew!

II CZELADNIK
Tu - podbijaj - pier go - wal - zakrzyw. Tu but! O, buty buty - jakieście piknę! Zabucione światy! Cały świat zabucim - zapracujem, zagwazdrzem - wszystko jedno. Więzienie, nie więzienie - pracy nikt się nie oprze. Praca to cud najwyższy, to metafizyczna jedność wielości światów - to absolut! Zapracujem się na śmierć, aż do żywota wiecznego - może! Kto to wie, co w takiej pracy, jak nasza, na dnie jest!

I CZELADNIK
Wszystko we mnie dygoce, jak w jakiej turbinie na milion koni i klaczy parowych. Dziwek nie trza, piwa nie trza - nie trza radia, kina i pajęczarzy umysłu wszelakich! Praca sama w sobie - oto jest cel najwyższy - Arbeit an und für sich! Bierz, wal, dratwę wlecz - kłuj! Buty, buty - powstają, wyłaniają się z nicości butowego prabytu, z wiecznej czystej idei buta, tkwiącej w otchłani idealnej, pustej, jak sto milionów stodół. Kuj, kuj - okute buty nie drą się - to jest prawda, i to absolutna. Tyle jest prawd, ile butów, i tyle pojęć buta, ile wynosi liczność alef jeden! Boże - daj tylko tak do końca. Dziwek nie trza - Arbeit an sich - to w serce jakby sztych. Piwa nie trza - niech nikt mi mózgu już nie przewietrza. Szczęścia idzie z flaków własnych tajny nurt - idzie furt. Ręczna buciornia wali jak piekło, co wszystko już z nas wywlekło - a nie nastarczy butów dla całego świata na hurt - nędzny wiersz - ale nie o to chodzi: but się rodzi, but się rodzi!!

SCURVY
Wisz go! - stworzyli nową metafizykę. Irenko, to niebezpieczna bomba - to pocisk nowej marki z nie istniejących zaświatów. Ja, Irenko, ja się pierwszy raz w życiu boję. Może to naprawdę "święci się" - mówię to w cudzysłowie - nowa epoka - tak: święci się - "święć się, święć się, wieku młody" - tak pisano dawniej.
Ogłupiały zupełnie.

KSIĘŻNA
Ja się nasycam cudownie ich złudną radością w męce najwyższej - w ich męce, nie mojej - tym ich bezprzykładnym dureństwem - sycę się jak niedźwiedź leśny miodem. My, dwa mózgi w istocie zbrodnicze, złączone płciowym uściskiem, bez pośrednictwa innych przyrządów...

SCURVY
Ale tak nie będzie, tylko tak nie będzie? Co - nie będzie? Będzie wszystko? Powiedz, że tak, powiedz, że tak, bo umrę.

KSIĘŻNA
Może dziś poznasz całą moją nicość - może...
Tamci ciągle mruczą i sapią, pracując bez wytchnienia.

SCURVY
Patrz - coraz dziczej pracują. Tu spełnia się nareszcie coś naprawdę strasznego, czego nie przewidzieli żadni ekonomiści świata. Patrz, kochanie moje: ja umrę, dziś już nie chcę nic poza tobą.

KSIĘŻNA
To tak się mówi - dopiero dziś zaczniesz żyć naprawdę. Ale co kogo to obchodzi? Czuję małość wszystkiego. Ach - gdyby tak wypełnić sobą świat i zdechnąć choćby pod płotem zaraz potem.

SCURVY
Artystyczne problemy - precz z tym parszywym nienasyceniem formą i treścią. Patrz: dzika, a raczej udziczona praca wydzielona jako czysty instynkt pierwotny, jak instynkt żarcia i płodzenia. Uciekajmy stąd, bo ja oszaleję po prostu.

KSIĘŻNA
Patrz w moje oczy.

SCURVY jak do dziecka
Ależ kochanie, trzeba wstrzymać tę nawałę pracy za jaką bądź cenę, bo to jest naprawdę niesamowite i oni naprawdę - jeśli ta psychoza się rozprzestrzeni - rozwalą świat i zniszczą wszelkie sztuczne zastawki i spod zgniłego ścierwa idei-nowotworów wyciągną biedną, skarlałą ludzkość, na pośmiewisko małp, świń, lemurów i gadów - nie zdegenerowanych gatunków naszych przodków.

KSIĘŻNA
Po co gadasz, do cholery ciężkiej?

SCURVY
Biedaczką, biedaczką straszną jest ludzkość!. Myśmy się ponad nią wyeliminowali na tę jedną sekundę wyższej świadomości naszej osobowej nędzy i bezcenności naszych uczuć i w tej jednej niepowrotnej chwili musisz jedność stanowić ze mną, kanalio!! (Całuje Księżnę i gwiżdże na palcach; wpadają te same Pachołki Gnębona Puczymordy, co w akcie I; syn Sajetana na czele.) Brać ich! Rozdzielić po leniwniach! Nie dać im robić nic! ani mru-mru - bo to najgorsze, nieznane niebezpieczeństwo ludzkości. Arbeit an sich - to kołek pośród szprych. Żadnych narzędzi! - rozumiecie - choćby zawyli się na śmierć.
Pachołki rzucają się na szewców. Straszliwa walka, w której Pachołcy, zarażeni, zaczynają też pracować: po prostu "uszewczają się". Sajetan pada w objęcia syna i pracują razem.

SCURVY
Patrz, pieszczotko - to okropne. Uszewczyli się. Moja gwardia nie istnieje. To się wyleje na miasto i wtedy caput.
KSIĘŻNA
Zupełnie zapomniałeś o mnie...

SCURVY
Sam Gnębon Puczymorda nie pomoże - jego pachołki wciągnięte w to jak w tryby jakiejś piekielnej maszyny... On sam zapracuje się na śmierć, podpisując bumag nieskończone zwoje.

KSIĘŻNA
Ale to wspaniałe tło dla tej naszej pierwszej i ostatniej nocy! - naszej - moje biedne Scurviątko! Di doman non c`e certezza! Jutro już może będę już "ichnia" - mówię to w cudzysłowie, a ty w loszku będziesz gnił - taki biedny, zgnojony zgniłek. Ale z tą właśnie myślą w środku, z tym poczuciem ostatniościo-razowości, będziesz dziś dość szalony, aby mnie rozpalić jako gwiazdę najpierwszej wielkości na całym samiczym firmamencie podziemnych światów wielkiego Cielska Bytu.

SCURVY
Potwornie wpadłem.
Tamci bełkocą, oczywiście w pauzach, gdy nikt nie mówi.

SZEWCY I PACHOŁKI
Wal, szyj, kłuj, sturba jego suka; but sam w sobie!

SAJETAN
But jako absolut! (z nieprawidłowym akcentem na ostatnią zgłoskę) Czy rozumiecie tej chwili cud? To wielki symbol jest but - przekory wszelkich złud!

SCURVY do Księżnej
To bycze - to nie jest wcale tak głupie, ten cały symbolizm, wiesz? I wiem, że ginę, ale się przed tobą nie cofnę. Chyba że mógłbym cię zaraz - o tu, w tej chwili - zabić. A taka szkoda by była, taka szkoda - tego ciałka, tych oczu, tych nóżek - i tych chwil nieprawdopodobnych.

KSIĘŻNA
Chodź więc - sturba twoja suka. Takim chciałam cię mieć, na tle tego piekła pracy samej w sobie. Skąd, u cholery, czerwony blask?
Czerwony blask rzeczywiście zalewa scenę. Scuryy i Księżna wybiegają na prawo. Praca wre jak szalona.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Szewcy – streszczenie
2  Główne zagadnienia twórczości Witkacego
3  Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) – życiorys



Komentarze: Szewcy - AKT II

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: